Spektakl


Fabuła

Musical przedstawia fragment Księgi Rodzajów Starego Testamentu - dzieje Jakuba i jego synów.  Któż nie zna przypowieści o siedmiu latach tłustych po których nadchodzi 7 lat chudych? 


      Jakub mieszka w ziemi Kanaan z 12 synami. Ulubiony syn,Józef, jest dobry i miły, służy swojej rodzinie jako pasterz na polach. Jego bracia odczuwają niechęć do sposobu, w jaki Jakub zwraca uwagę na Józefa, a ich gniew na niego wzrasta po tym, jak ich ojciec daje swojemu ulubionemu synowi płaszcz w wielu kolorach.

Józef ma niesamowite sny, które mówią mu, że ma stać się wielkim człowiekiem i znacznie więcej udanym niż którykolwiek z jego braci. Słuchając tych bredni bracia decydują, że coś trzeba zrobić Józefowi za jego aroganckie zachowanie.

Na polu bracia atakują Józefa, zabierają mu płaszcz i wrzucają do studni. Ale gdy zobaczyli kupców sprzedali im Józefa jako niewolnika. Wracają do ojca. Pokazują mu poplamiony krwią płaszcz i mówią mu, że Józef umarł.

W Egipcie Józef zostaje sprzedany Potifarowi, bogatemu kupcowi. Jest bardzo dobry w swojej pracy i jest szybko awansuje na zarządcę domu. Jednak nie jest lekko-żona Potifara próbuje rozkochać przystojnego młodzieńca. I choć Józef pozostał lojalny, to kłamstwa żony spowodowały, że trafił do więzienia.

W swojej celi wyjaśnia znaczenie snów swoich współwięźniów. Przewiduje, że podczaszy zostanie ułaskawiony i utrzyma swoją pracę, ale piekarz królewski zostanie skazany na śmierć za trzy dni.

Faraon (egipskie określenie króla) miewa dziwne sny, które go niepokoją. Gdy usłyszał, że w więzieniu jest człowiek który może mu je wyjaśnić, każe go przyprowadzić. Józef po wysłuchaniu treści snów interpretuje je jako wróżbę siedmiu lat obfitości i siedmiu lat głodu. Jest przekonujący i wzbudza spore obawy. W zamian otrzymuje ważną pracę - zarządzanie zasobami żywnościowymi kraju. Dzięki temu staje się bogatym i możnym człowiekiem. W latach obfitości zapełnia zapasami magazyny, a gdy nadeszły lata głodu sprzedaje i rozdaje jedzenie powiększając w ten sposób majątek władcy i osobisty.
Tymczasem jego bracia nie mają się tak dobrze, bo głód i plaga panują w ziemi Kanaan.  Postanawiają więc poszukać jedzenia w Egipcie. Znajdują Józefa, chociaż żaden z nich go nie rozpoznaje. Brat lituje się nad nimi, dając każdemu z nich  worek z jedzeniem. Aby jednak przetestować swoich braci Józef chowa w worku najmłodszego Beniamina złoty kielich. Gdy dziękując próbują odejść, by powrócić do domu ojca Józef zatrzymuje ich i nakazuje przeszukać ich, by sprawdzić kto ukradł cenny kielich.
Zaskoczeni bracia biorą winę na siebie i nie pozwalają nikomu myśleć, że Beniamin jest w jakikolwiek sposób nieuczciwy. Oferują siebie w miejsce Beniamina jako więźniów. Józef zdaje sobie teraz sprawę, że jego bracia są naprawdę uczciwi i ujawnia swoją prawdziwą tożsamość.
Po pewnym czasie Jakub zostaje przywieziony z Kanaanu, spotyka się z Józefem i oddaje mu kolorowy płaszcz - cudowny płaszcz snów w technikolorze.
Dzieje spektaklu

Latem 1967 roku Andrew Lloyd Webber został poproszony przez Allana Doggetta, nauczyciela muzyki w szkole Colet Court w Londynie o napisanie kantaty "pop" dla chóru szkolnego. Andrew zwrócił się wówczas do swego przyjaciela Tima Rice'a o napisanie słów do tego projektu.
Pierwsze przedstawienie Józefa... miało miejsce 1 marca 1968 roku w Colet Court School, a spektakl trwał 25 minut. 12 marca został powrórzony jako koncert w Sali Głównej Opactwa Westminster i obejrzała go dwu i pół tysięczna publiczność składająca się z rodziców uczniów szkoły.
Wielki sukces kolejnego musicalu A.L.Webbera i T.Rice'a pt. Jesus Christ Superstar przyczynił się do rozwoju Józefa. Został on znacznie rozbudowany, a w Ameryce i trafił na czołowe pozycje list przebojów. Od powstania, a więc od blisko 50 lat zrealizowano tysiące inscenizacji na całym świecie, zarówno w profesjonalnych teatrach, jak i amatorskich, a spektakl osiągnął zyski 600 mln dolarów.
W roku 1999 musical zrealizowano w formie filmu z Donny Osmondem i Marią Friedman



fot: youtube.com

Józef w Polsce

Mniejszą, ale nie małą popularnością cieszy się Józef... w Polsce. Ogromnym sukcesem zakończyła się seria 124 spektakli tego musicalu w Teatrze Powszechnym w Radomiu. Ówczesny dyrektor Wojciech Kępczyński (obecnie dyrektor Teatru Roma w Warszawie) rozmiłował w nim wiele tysięcy widzów. W opartym na przepięknym tłumaczeniu p.Klaudyny Rozhin pod muzycznym kierownictwem Macieja Pawłowskiego w reżyserii Wojciecha Kępczyńskiego przedstawieniu wystąpili m.in. Jan Bzdawka i Dariusz Kordek.
Radomski musical znalazł się w gronie najczęściej recenzowanych spektakli roku i uzyskał miano niespodzianki sezonu w polskich teatrach.

 
fot: www.e-teatr.pl

Poza prapremierą w 1996r. trudno znaleźć informacje o polskich wykonaniach. Czyżby realizacja Sabiny Topij-Brylińskiej w Szkole Podstawowej w Zieleniu była drugą polskojęzyczną adaptacją?
A może macie Państwo jakieś informacje o polskich wykonaniach?
___________________________________________________

Wywiad udzielony nam przez panią
Klaudynę Rozhin
która "Józefa..." przetłumaczyła i nieodpłatnie udzieliła
nam licencji na tłumaczenia tego użycie


Każdy z widzów musicalu wyobraża sobie na czym polega tłumaczenie artykułów albo książek.
A jakie są różnice przy tłumaczeniu poezji ?
A czy są różnice między tłumaczeniem poezji, a musicali?
 
Nigdy nie tłumaczyłam poezji jako takiej. Przygoda z musicalami zaczęła się, zupełnie przypadkiem, od Braci Krwi Willego Russella. Zobaczyłam spektakl w Londynie (będąc na rocznym stypendium na uniwersytecie w Portsmouth na wydz. biologii molekularnej), przekonałam Ojca (wówczas dyrektora Teatru Osterwy w Lublinie), że tytuł ten warty jest grzechu, zdobyliśmy prawa (wmaszerowawszy pewnego wiosennego dnia  w roku 1992 - bez zapowiedzi - do biura agenta autora, Toma Erhardta) i tak się zaczęło... Przetłumaczyłam libretto, jeśli zaś chodzi o piosenki - miałam zrobić tylko "rybę", tzn dosłowny przekład, z którego poezję ulepić miał kier. literacki T. Osterwy, znakomity tekściarz, pan Jurek Szpyra. Nie byłam świadoma trudności jakie stoją przed tłumaczem, który usiłuje pozostać wierny oryginałowi, a zarazem musi dokonać cudu i wcisnąć w wers liczący kilkanaście sylab maksimum treści, mając dodatkowo na uwadze akcenty muzyczne… Może ignorancja była moim błogosławieństwem, bo gdybym wiedziała, że generalnie rzecz biorąc jest to zadanie niemożliwe do wykonania - zdrowy rozsądek nakazałby mi trzymać się z daleka od tej "specjalizacji" translatorskiej.  Wtedy jednak, ambicja wzięła górę nad rozsądkiem i koniecznie chciałam pokazać Ojcu, że dam radę i napiszę piosenki tak, aby dały się zaśpiewać, oddawały klimat akcji i nie za daleko odbiegały od oryginału.
Uczyłam się na własnych błędach,  jako akompaniator pomagał mi oddanie (i kreatywnie) Szczepan Zakrzewski, i razem ślęczeliśmy przy pianinie składając linijka po linijce teksty, które na bieżąco "wypróbowywali" aktorzy, nie szczędząc nam słów krytyki: tego nie da się wymówić, tego nie da się zaśpiewać, to się nie rymuje, tutaj akcent muzyczny niee zgadza się ze słownym, bo przecież w polskim akcent pada na drugą sylabę od końca i tak dalej i tak dalej… Były łzy, momenty zwątpienia i frustracji, ale młodzieńcza buta i upór nie pozwoliły nam się poddać. 
Polska prapremiera Braci Krwi odbyła się w T. Osterwy marcu 1993. Spektakl odniósł ogromny sukces, a mnie wydało się, że potrafię przekładać musicale….!
Kilka lat później Bracia odżyli w Teatrze Rampa w W-wie (również pod reżyserską batutą Ojca), a potem w teatrze w Presovie, na Słowacji (tam oczywiście w słowackim przekładzie, ale też w reż. Andrzeja Rozhina)

Następny miał być Józef… Zaczęłam pracować nad pierwszymi piosenkami  "natchniona" sukcesem Braci: z wiarą we własne siły, entuzjazmem i przekonaniem, że będziemy mieli kolejny hit…   Polska prapremiera miała się odbyć w Teatrze Osterwy w 1994 roku. Niestety, jak to w naszej Ojczyźnie było, jest i prawdopodobnie zawsze będzie, sukces nie rodzi sukcesu - wręcz przeciwnie, za sukces płaci się głową. 
Bracia Krwi byli ostatnią premierą mojego Ojca w T. Osterwy. Został odwołany ze stanowiska dyrektora, wyjechał do W-wy, zespół się rozpadł, teatr stracił wiernych widzów i nigdy już nie osiągnął takiego poziomu, jaki miał wtedy.

Przetłumaczone kawałki wraz z grubym tomem nut trafiły do szuflady.
Nie pamiętam, kiedy dowiedziałam się o planach dyr. Kępczyńskiego w Radomiu. Pamiętam, że miałam gotowe szkice kilku piosenek i wiadomość, że Józef trafi jednak na scenę przyjęłam z radością, ale też odrobiną żalu… (sprawdziłam, było to dwa lata po Braciach, czyli w 1995 roku)

Teraz sprawy zaczęły się toczyć szybko. Na przetłumaczenie całego musicalu miałam tylko letnie wakacje. Próby zaczynały się jesienią. Podeszłam do sprawy poważnie: wynajęłam przyczepę kampingową, zamontowałam haka do swojego Volkswagena Golfa i udałam się nad jezioro Piaseczno, gdzie ostro zabrałam się do pracy. Z Piaseczna pojechałam na tydzień czy dwa do jednego z moich ulubionych miejsc w Polsce, Kazimierza Dolnego, gdzie w lasach, wąwozach i nad Wisłą szukałam rymów...

Bracia Krwi to sztuka z piosenkami - Józef to rock-opera… W Braciach piosenki uzupełniały dialogi - w Józefie wszystko jest wyśpiewane - na domiar złego - jest to historia, którą znają wszyscy! Tłumacz nie może dać się ponieść własnej wyobraźni, nie może też  "zapychać" wersów tzw. watą, martwiąc się tylko o to, by pasowała do nut. 
A co najważniejsze - Józef to dzieło geniusza! Nie ma na świecie drugiego takiego tekściarza jak TIM RICE. Dowcip, inteligencja, przewrotność, polot, precyzja… Jak się z tym zmierzyć???? Myślę, że gdybym miała podjąć się tego wyzwania dzisiaj - poddałabym się bez walki. 20 lat temu byłam odważniejsza…! 

W języku angielskim da się w w krótkim wersie powiedzieć więcej niż w polskim. Bogactwo jednosylabówek jest nieprzebrane - z czego chętnie i umiejętnie korzystał już mistrz William ze Stratfordu. Wystarczy spojrzeć na Hamleta, Makbeta czy Otella, gdzie w tzw. kupletach (tzn. dwóch rymujących się linijkach kończących wielki monologu), dramaturg, używając wyłącznie jednosylabówek, podsumowuje to, co było, zapowiada to, co będzie, rytmem stacatto  buduje napięcie przed następną sceną, przy okazji budząc tych, którzy na chwilę przysnęli w wygodnych lożach… 

Tim Rice jest Szekspira godnym następcą… Fantastycznie bawi się słowami, prowokuje, komentuje, żongluje - wszystko w ramach danej frazy muzycznej. No i te rymy! Oczywiście męskie - których w języku polskim jest żałośnie mało.

Zdesperowana, zrobiłam sobie listę wyrazów jednosylabowych nadających się do wykorzystania ( z wyłączeniem przyimków, zaimków etc.) i jednosylabowych rymów i nie rozstawałam się z nią ani na chwilę. Ta lista (którą ciągle wzbogacałam o nowo-odkryte wyrazy i podkradnięte rymy) była moim głównym "narzędziem" w pracy nie tylko nad Józefem, ale także nad musicalem CHESS (SZACHY - również Tima RIce'a) i FAME. Wciąż mam ją jeszcze w szufladzie!
Oprócz tego oczywiście wspomagałam się najróżniejszymi tłumaczeniami Starego Testamentu, słownikami Biblijnymi itd.

Geniusz Tima Rice'a z jednej strony onieśmiela - z drugiej jednak, inspiruje i pobudza intelekt.  Tłumacz wie, że choć jego przekład jest tylko bladym cieniem oryginału, teksty, choć zubożone, wciąż będą błyszczeć i bawić. Tak bogate jest źródło, z którego czerpie. Gorzej, gdy ma się do czynienia z "cienkim" oryginałem, który wymaga od tłumacza inwencji twórczej i łatania dziur… Ale to opowieść o zupełnie innym musicalu…

Oryginalne libretto musicalu jest w języku angielskim, a większość odpowiedników polskich
słów jest dłuższych zwłaszcza pod względem ilości sylab. Czy tłumaczenie jest powiązane z kompromisem?

Przekład zawsze jest sztuką kompromisu. Szczególnie zaś w przypadku musicali. Z bólem serca często rezygnuje się z takiego czy innego dowcipu lub gry słów, bo nadrzędną sprawą jest dopasowanie tekstu do muzyki: nutki są bezlitosne, liczba sylab w wersie ograniczona, akcenty dyktuje muzyka. Tekst musi przede wszystkim "popychać" akcję, dlatego każdy wers wykorzystany musi być do maksimum. Jeżeli jakaś informacja nie zmieści się w danej linijce, trzeba ją "upchnąć" w następnej. A to, co było w tej następnej - przenieść dalej, albo skondensować, albo pominąć. I tak źle - i tak niedobrze!!!!

Pamiętam, że były wersy, które nijak nie dawały się zrymować albo wpasować w nuty. Nie rozstawałam się z ołówkiem i kartką papieru, bo nigdy nie wiedziałam, kiedy przyjdzie mi do głowy rozwiązanie problemu. Bywało, że budziłam się w środku nocy, żeby zapisać jakiś rym. Pamiętam, że piosenki, które stały się potem hitami i śpiewał je cały Radom powstawały na skrawkach serwetek w kawiarniach lub na rachunkach ze sklepów….

Czy pamięta Pani jakieś szczególne zdarzenie podczas tłumaczenia, albo wystawienia?

Pamiętam, że strasznie męczyłam się przy snach Faraona. Te krowy i kłosy! Ciężko było!  

Pamiętam tłumy młodych ludzi na widowni radomskiego teatru (pod sceną, w przejściach, na schodach), którzy unosili w górę zapalone zapalniczki, gdy Janek Bzdawka śpiewał "Close Every Door" i szaleństwo przy numerze Faraona… Czegoś takiego nie doświadczył żaden teatr dramatyczny w Polsce! 

Od tłumaczenia minęło wiele lat, a w płaszczu Józefa jest ogromna ilość kolorów - pamięta je Pani?
Pamiętam, swoje szczęście, gdy uzmysłowiłam sobie, że wiele kolorów w języku polskim, to jednosylabówki!   Róż, czerń, biel, brąz, żółć...! Miałam z czego wybierać!
Pamiętam też kolory lata w Kazimierzu… 
Rzeczywiście, to już 20 lat! A teksty Tima Rice'a wciąż mam w głowie i często śpiewam sobie numery z musicalu w czasie długich podróży samochodem. W oryginale. Te pamiętam w całości, bo z nimi żyłam dłużej - swoich przekładów nie pamiętam prawie wcale...
______________________________________________
KLAUDYNA ROZHIN – reżyser, tłumacz, pedagog, współzałożyciel i dyrektor artystyczny Divadla Kontra Absolwentka Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie i University of Hull, Wielka Brytania. Od 20 lat mieszka w Wielkiej Brytanii, gdzie związana była z wieloma teatrami m.in Plymouth Theatre Royal, Royal National Theatre, Bristol Old Vic i Bath Theatre Royal, a także z uniwersytetami i uczelniami artystycznymi, m.in. Exeter University, Bath Spa University, Dartington College of Arts, University of the West of England i Bretton Hall College. Współpracowała również z GITIS Scandivania w Danii i Ośrodkiem Praktyk Teatralnych Gardzienice Włodzimierza Staniewskiego. Ma w swoim dorobku wielokrotnie nagradzane realizacje sztuk Williama Shakespeare’a, Samuela Becketta, Martina McDonagha, Marka O’Rowe’a, Conora McPhersona, Endy Walsha, Marie Jones, Rona Hutchinsona, Willy’ego Russella, a także Marka Koterskiego, Witolda Gombrowicza, Sławomira Mrożka, Tadeusza Różewicza i Bernarda-Marii Koltesa. Prowadzi seminaria i warsztaty z reżyserii, mówienia Shakespeare’a, pracy nad wierszem, technik aktorskich, współczesnego dramatu irlandzkiego, storytellingu i dramaturgii. W 2007 założyła i prowadzi w Słowacji niezależną kompanię Divadlo Kontra, która przebojem weszła na rynek zdobywając uznanie krytyków i serca publiczności i stając się jednym z najciekawszym zjawisk artystycznych w kraju. Jest reżyserem i pomysłodawcą wszystkich spektakli Kontry. Klaudyna tłumaczy sztuki najwybitniejszych angielskich, irlandzkich i amerykańskich dramatopisarzy: Martina McDonagha, Conora McPhersona, Marka O’Rowe, Franka McGuinnessa, Sarah Kane, Martina Crimpa, Endy Walsha, Lucy Prebble, Polly Stenham, Liz Lochhead, Shelagh Stephenson, Tracy Lettsa, Davida Mameta i innych. Na warszawskich scenach można było obejrzeć w jej przekładzie między innymi: Sierpień (Teatr Studio), Perfect Days (Teatr Kwadrat), Trenera życia, Skazanych na Shawshank, Przebudzenie (Teatr Syrena), Porucznika z Inishmore i Księżyc i magnolie (Teatr Współczesny), Chwile słabości (Teatr Ateneum) i Elektryczny parkiet (Teatr Narodowy). Obecnie grane są w Warszawie: Skok w bok, Przekręt (nie)doskonały, Kiedy kota nie ma, Di, Viv i Rose (Teatr Capitol), Człowiek dwóch szefów (Teatr Syrena), Efekt (Teatr Studio), Happy Now (Teatr Polonia), 4.48 Psychosis i Druga Kobieta (Teatr Rozmaitości).
Przetłumaczyła również wiele musicali: Bracia Krwi, Fame, Szachy czy nasz "Józef...".